Uzależnienie rzadko zaczyna się od wielkiego dramatu. Częściej zaczyna się od czegoś, co można jeszcze wytłumaczyć. „Miał gorszy dzień”. „Przecież każdy czasem pije”. „Ona po prostu bardzo się stresuje”. „To jeszcze nie jest problem”. „Jak będzie chciał, to przestanie”.
A potem pojawia się pierwszy telefon. Pierwsze czekanie. Pierwsze kłamstwo. Pierwsza noc spędzona na nasłuchiwaniu, czy klucz przekręci się w zamku.
I nagle okazuje się, że w domu mieszka nie tylko człowiek uzależniony. Mieszka w nim również uzależnienie. I ono zaczyna dyktować zasady wszystkim.
Dom zaczyna kręcić się wokół jednej osoby
Czy dzisiaj będzie spokojnie? Czy wróci trzeźwy? Czy znowu coś obieca? Czy dotrzyma słowa? Czy dzieci mogą się odezwać? Czy lepiej nic nie mówić? Czy można zaprosić znajomych? Czy tym razem naprawdę przestanie?
Rodzina zaczyna funkcjonować jak system alarmowy. Wszyscy obserwują. Wszyscy przewidują. Wszyscy próbują zapobiec kolejnemu kryzysowi. I często nawet nie zauważają momentu, w którym przestają żyć własnym życiem.
Bo kiedy jedna osoba choruje, pozostali zaczynają dostosowywać się do jej choroby:
- Partnerka przejmuje obowiązki.
- Partner zaczyna kontrolować.
- Dziecko uczy się nie sprawiać problemów.
- Ktoś zaczyna ukrywać prawdę przed rodziną.
- Ktoś tłumaczy nieobecności w pracy.
- Ktoś spłaca długi.
- Ktoś sprząta po kolejnym „gorszym wieczorze”.
- Ktoś jeszcze wierzy, że wystarczy wystarczająco mocno kochać.
I właśnie tutaj zaczyna się jeden z największych paradoksów uzależnienia: rodzina może robić wszystko, żeby pomóc, a jednocześnie coraz bardziej tracić siebie.
Dziecko nie potrzebuje wiedzieć, co się dzieje. Ono to czuje.
Dziecko nie musi rozumieć słowa „uzależnienie”. Nie musi wiedzieć, czym jest głód alkoholowy, mechanizm uzależnienia czy nawrót. Wystarczy, że widzi twarz mamy, która znowu jest smutna. Wystarczy, że słyszy podniesiony głos za ścianą. Wystarczy, że wie, że tata dzisiaj „nie jest sobą”.
Dzieci bardzo szybko uczą się rzeczy, których żadne dziecko nie powinno musieć się uczyć. Kiedy można podejść. Kiedy lepiej nie. Kiedy trzeba być cicho. Kiedy trzeba pocieszyć mamę. Kiedy trzeba udawać, że wszystko jest w porządku.
Niektóre stają się perfekcyjne. Inne zaczynają sprawiać problemy. Jedne uciekają w naukę, drugie w komputer, jeszcze inne w złość. Ale pod różnymi zachowaniami może kryć się to samo pytanie: „Czy w tym domu jestem bezpieczny?”
Dlatego leczenie uzależnienia nie powinno kończyć się na człowieku, który przyjechał na terapię. Bo jego powrót do trzeźwości oznacza powrót do rodziny, która również ma za sobą swoją historię. I ta rodzina często potrzebuje nauczyć się żyć od nowa.
Miłość nie jest terapią
To chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do zaakceptowania przez bliskich. Można kochać człowieka uzależnionego całym sercem. Można być przy nim przez lata. Można tłumaczyć, prosić, grozić, płakać, błagać, kontrolować, zabierać alkohol, sprawdzać telefon, liczyć tabletki, szukać pieniędzy, dzwonić do pracy, wymyślać kolejne sposoby. Można zrobić naprawdę bardzo dużo.
A mimo to nie można wytrzeźwieć za drugiego człowieka. Nie można podjąć za niego decyzji. Nie można swoją miłością przeżyć za niego terapii.
I to nie oznacza, że miłość była za mała. Oznacza tylko, że uzależnienie jest większym problemem niż miłość jednej osoby.
„Nie mogę Cię uratować. Mogę natomiast przestać pozwalać, żeby Twoje uzależnienie zabierało również moje życie.”
Współuzależnienie nie wygląda zawsze tak, jak sobie wyobrażamy
To nie zawsze jest kobieta, która przez dwadzieścia lat siedzi obok pijanego męża. Czasami to osoba niezwykle silna, samodzielna, zarządzająca domem, dziećmi i wszystkim dookoła. Taka, która mówi: „Ja sobie poradzę”. I rzeczywiście sobie radzi.
Tylko że cały czas żyje w gotowości. Kontroluje, przewiduje, naprawia, pilnuje, wyręcza. A przede wszystkim próbuje odzyskać kontrolę nad czymś, czego kontrolować się nie da – uzależnieniem drugiego człowieka.
Dlatego pomoc dla rodziny nie powinna być nagrodą za to, że osoba uzależniona podjęła leczenie. Bliscy mają prawo do własnego zdrowienia niezależnie od tego, czy osoba uzależniona chce się leczyć.
Czasami pierwszą osobą, która musi powiedzieć „dość”, nie jest osoba uzależniona
To może być żona, mąż, matka, ojciec, dorosłe dziecko, siostra lub brat. Ktoś, kto przez lata próbował utrzymać cały dom w całości.
I powiedzenie „dość” nie zawsze oznacza odejście. Czasami oznacza postawienie granicy, przestać spłacać cudze długi, zaprzestać kłamstw w czyimś imieniu, powiedzieć dzieciom prawdę w sposób bezpieczny. Czasami pierwszą pomocą jest właśnie przestać ratować. Bo ratowanie człowieka przed konsekwencjami jego uzależnienia może sprawić, że nigdy nie będzie musiał naprawdę zobaczyć, dokąd doprowadziły go jego decyzje.
I jest jeszcze coś, o czym mówi się zdecydowanie za mało
Rodzina osoby uzależnionej również może być bardzo zmęczona. Może być wściekła, mieć dość, nie chcieć kolejny raz słuchać obietnicy, nie wierzyć. Może kochać i jednocześnie nienawidzić tego, co uzależnienie zrobiło z ich wspólnym życiem. Może tęsknić za człowiekiem, który nadal siedzi przy stole.
To wszystko może istnieć jednocześnie:
- Miłość i złość
- Nadzieja i rozczarowanie
- Tęsknota i potrzeba odejścia
- Współczucie i granice
Nie trzeba wybierać jednej emocji. Rodzina również ma prawo do swojej prawdy.
Dlatego w Nowym Filarze patrzymy szerzej
Nie tylko na substancję. Nie tylko na zachowanie. Nie tylko na człowieka, który przyjechał na terapię. Patrzymy na cały system, w którym uzależnienie przez długi czas miało swoje miejsce – na relacje, dzieci, partnerów, rodziców, rzeczy niewypowiedziane, lata życia w napięciu, wstyd oraz poczucie winy.
Bo człowiek uzależniony potrzebuje wyjść z uzależnienia. Ale jego bliscy potrzebują czegoś równie ważnego: wyjść z życia podporządkowanego uzależnieniu.
I być może właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa odbudowa rodziny. Nie wtedy, kiedy wszyscy udają, że nic się nie wydarzyło. Tylko wtedy, kiedy pierwszy raz mogą powiedzieć: „To naprawdę się wydarzyło. To nas zraniło. Ale nie musi zdecydować o całym naszym dalszym życiu.”
Bo uzależnienie może wejść do domu. Może zabrać bardzo dużo. Ale nie powinno dostać prawa do tego, żeby zabrać wszystko.
Potrzebujesz wsparcia dla siebie lub bliskich?
Nie musisz przechodzić przez to sam. Pomożemy odzyskać spokój i postawić pierwsze granice.
737 199 997Zapewniamy pełną dyskrecję i kompleksową pomoc dla całej rodziny.